REFORMACJA NA MAZURACH

historia dawnych Prus
Wykład prof. Janusza T. Maciuszko wygłoszony na uroczystości 490-lecia Reformacji na Mazurach w Pasymiu 6 czerwca 2015 r.

Początki reformacji w Prusach Książęcych

Na początek zajmijmy się dwiema sprawami podstawowymi – jedną jest sprecyzowanie faktów, drugą – postawienie niezbędnego choć trudnego pytania.

Co do sprawy pierwszej, dość często – i mylnie – łączy się początki ewangelicyzmu w Prusach Książęcych z tzw. hołdem pruskim. Traktat krakowski z 8 kwietnia 1525 r. i towarzyszący mu hołd jest aktem czysto politycznym i oznacza przekształcenie ziem należących dotychczas do Zakonu krzyżackiego w świeckie księstwo dziedziczne w rodzie ostatniego wielkiego mistrza Zakonu czyli Albrechta Hohenzollerna, a powiązane stosunkem lennym z Królestwem Polski. Innymi słowy oznacza to sekularyzację Zakonu i przekształcenie charakteru władzy nad administrowanymi przezeń dotąd ziemiami.

Tworzenie Kościoła ewangelickiego na tych ziemiach wyznaczają dwie późniejsze daty z tego samego roku. 6 lipca 1525 r. kancelarię książęcą opuścił mandat reformacyjny, stanowiący kamień węgielny przekształceń kościelnych i tym samym akt fundacyjny Kościoła reformacyjnego. Finałem tego procesu stała się Ordynacja kościelna (czyłi Kirchenordnung) ogłoszona na sejmie pruskim 10 grudnia 1525 r. i nadająca Kościołowi konkretne ramy liturgiczne i prawne.

Sprawą drugą jest postawienie pytania o to, czy konwersja Prus krzyżackich na ewangelicyzm była koniecznością czy też może efektem przypadkowego zbiegu okoliczności. W tej mierze opinie historyków bywają czasem rozbieżne, ale przyjrzenie się faktom powinno sporo wyjaśnić. Wojna z krzyżakami toczona przez Polskę w latach 1519-1521 osłabiła znacząco obie strony. Samych braci zakonnych pozostała niespełna setka – zbyt mało, by obsadzić nawet węzłowe stanowiska administracyjne. Ekonomia państwa zakonnego wyraźnie kulała. Polsce z kolei było trudno łożyć znaczące środki na przewlekły konflikt i mobilizować opinię szlachecką na wojnę z osłabionym i przez to mniej groźnym przeciwnikiem. Litwa, jak się wydawało, stawała przed poważniejszymi wyzwaniami. Sytuacja zmierzała ku wyjaśnieniu innemu niż militarne. Książę Albrecht był siostrzeńcem polskiego króla, co otwierało drogę do rozwiązań dyplomatycznych. W korespondencji do papieża Zygmunt Stary wyjaśniał zresztą potem, że hołd pruski i sekularyzacja Zakonu były niezbędne, żeby zapobiec irracjonalnemu przelewaniu krwi. Powstanie świeckiego księstwa w Prusach było więc rozstrzygnięciem politycznym. Czy jednak w państwie do niedawna zakonnym, rządzonym w praktyce autonomicznie przez Zakon możliwe byłoby zachowanie dotychczasowego ustroju kościelnego? Państwo takie znalazłoby się z miejsca w ogniu ówczesnych zawirowań politycznych i religijnych. Zanim zbudowałoby nową spoistość, zostałoby uwikłane w konflikty w Rzeszy i debatę reformacyjną. Jak zresztą miałaby wyglądać współpraca niedawnych zakonników z katolickim duchowieństwem i np. legatami papieskimi? Nowo utworzone księstwo tego rodzaju wyzwań zapewne by nie przetrwało. Wciągnięcie zaś Prus w orbitę spraw Rzeszy byłoby groźne również dla państwa polsko-litewskiego. W dobie reformacji szukanie nowego, niestandardowego rozwiązania wydawało się krokiem rozsądnym, a w każdym razie nie dziwiącym – przecież gotowych rozwiązań po prostu nie było. Polska nie miała woli zajmować terytorium Prus, ale nie miała też interesu, by na pograniczu polsko-litewskim istniało państwo słabe, zdezintegrowane, silnie uzależnione od sił zewnętrznych, nad którymi nikt z Wawelu czy Wilna by nie panował. Hołd pruski i zależność lenna Prus stabilizowały sytuację polityczną. Integracja wewnętrzna nowego państwa leżała w interesie Polski, a jednym z najbardziej oczywistych czynników jej sprzyjających była oczywiście religia. Skoro Zakon się sekularyzował, trudno było szukać mu oparcia w Rzymie, gdzie decyzja o sekularyzacji musiała być traktowana jako akt wrogi, wypowiedzenie posłuszeństwa papieżowi i prawu kanonicznemu. Tym bardziej pozostanie księstwa w Prusach w strukturze Kościoła papieskiego było niewyobrażalne, bo przecież administracja kościelna musiałaby konsekwentnie podważać pozycję dynastii i porządku władzy.

Zwornikiem całej sytuacji stała się reformacja, rozlewająca się w tym czasie po Niemczech, a wkrótce po Europie. Nie wiadomo, czy hasła reformacyjne dotarły do Prus wkrótce po 1517 r. Skoro jednak w Prusach Królewskich administracja królewska wspólnie z czynnikiem kościelnym podjęła dość szybko kroki przeciw reformacji, to przypuszczalnie wieści o tym musiały trafić i do drugiej części Prus. Poprzez kontakty choćby gospodarcze i rodzinne takie wiadomości były kolportowane w skali całego kontynentu. Można podejrzewać, że również książki reformacyjne mogły się pojawić choćby na zamku w Królewcu – sam książę był zagorzałym bibliofilem. Na pewno wiadomo, że po raz pierwszy książę Albrecht słuchał kazań reformacyjnych w Norymberdze w 1522 r.; kaznodzieją był Andreas Osiander, potem zresztą ściągnięty przez księcia do Królewca. O zainteresowaniach księcia reformą kościelną musiało stać się głośno lub informacje dotarły do zainteresowanych, bo chyba nie było przypadkiem to, że Marcin Luter w 1523 r. opublikował pisemko „An die Herrn deutschen Ordens…”. Problematyka pruska dotąd nie absorbowała reformatora. Raptowny zwrot w tym kierunku trudno uznać za dzieło przypadku. Luter zalecał w nim sekularyzację Zakonu i odrzucenie ślubów zakonnych. Dziwnie przypomina to późniejsze wydarzenia. W latach 1523 i 1524 nastąpiły osobiste kontakty Albrechta i Lutra w Wittenberdze, skoncentrowane na tematyce teologicznej i bieżącej. Reformator jako pierwszy poddał księciu myśl o powstaniu pruskiej dynastii Hohenzollernów, gdzie niezbędne byłoby oczywiście wkrótce po sekularyzacji książęce małżeństwo.

Reformator skierował do Prus dwóch swoich wysłanników: Johanna Briessmanna i Johanna Amandusa. Nastąpiło to za wiedzą i zgodą księcia. Pierwszy z nich we wrześniu 1523 r. wygłosił kazanie reformacyjne w katedrze królewieckiej. Drugi postąpił podobnie w listopadzie 1523 r. w kościele staromiejskim w Królewcu. Briessmann w krótkim czasie nawiązał bliską znajomość z Georgiem Polentzem, biskupem sambijskim i pozyskał go dla reformacji. Na Boże Narodzenie 1523 r. bp Polentz w katedrze królewieckiej wygłosił kazanie właściwie w całości zgodne z nauką wittenberską. Przedstawił ewangelicką naukę o usprawiedliwieniu, zaakcentował konieczność posłuszeństwa wobec Ewangelii a nie tradycji kościelnej tworzonej przez ludzi, podkreślił konieczność posługiwania się przez Kościół językiem właściwym dla poszczególnych regionów w miejsce mało znanej łaciny. Kilkanaście dni później, w styczniu 1524 r. Polentz wydał manifest reformacyjny dla swojej diecezji, o którym informacje pojawiły się natychmiast w Rzymie. Papież próbował wymusić na księciu Albrechcie kontrakcję, ale pozostało to bez żadnego efektu.

Historycy są zgodni, że książę Albrecht na przełomie 1523/24 był już zwolennikiem reformacji. Z przyczyn taktycznych i politycznych swój zwrot duchowy trzymał w tajemnicy. W działaniach pozostawał mniej dyskretny. W 1524 r. sprowadził z Wittenbergi do Królewca Georga Speratusa, który najpierw został kaznodzieją zamkowym, a potem, od 1529 r. był biskupem pomezańskim. Jesienią nastepnego roku dotarł do Prus na żądanie księcia Johann Poliander, który objął probostwo kościoła Starego Miasta Królewca. Samo to, że nowi kaznodzieje byli sprowadzani wyłącznie z Wittenbergi miało dostateczną wymowę.

Do działań reformacyjnych włączył się zresztą kolejny biskup, Erhard von Queiss biskup sambijski, do czasu przebywający w Niemczech. Wracając do swojej diecezji w grudniu 1524 r. odprawił pierwsze nabożeństwo reformacyjne w Grudziądzu, a na Nowy Rok 1525 ogłosił swój mandat reformacyjny. Sytuacja ulegała wyjaśnieniu – kroki dyplomatyczne na Wawelu z jednej strony, wyjaśnienie kwestii spoistości religijnej Prus – z drugiej.

W opinii historyków już w 1524 r. Królewiec był praktycznie ewangelicki. W depozyt oddano wyposażenie katolickie kościołów. Znaczące było to, że biskupi zrzekli się w imieniu własnym i kapituł dotychczasowych majątków ziemskich – był to jasny sygnał przyjęcia haseł reformacyjnych i zamiaru tworzenia Kościoła opartego organizacyjnie o państwo.

Ostoją katolicyzmu pozostały do czasu dwa kościoły klasztorne w Królewcu-Lipniku (Löbenicht). W 1524 r. tłum zrewoltowany nierozsądnym kazaniem Amandusa dopuścił się ich splądrowania; w efekcie nadgorliwy emisariusz Wittenbergi utracił parafię i musiał opuścić Prusy. Książę nie myślał tolerować zamieszek. W interesie powstającego państwa było dokonanie transformacji środkami perswazyjnymi i poprzez autorytet władzy.

Od wiosny 1524 r. po całym terytorium Prus zaczęli krążyć wysłannicy bp Polentza, którzy poprzez kaznodziejstwo przybliżali słuchaczom (w tym miejscowemu duchowieństwu) zasady reformacji.

Trudno sądzić, by w Krakowie o tym wszystkim nie wiedziano. Rozwiązanie sytuacji poprzez traktat krakowski wydawało się optymalne. Możliwe, że na Wawelu pruskie zmiany w stosunkach kościelnych uważano za wyraz przejściowej mody, a w każdym razie przed decyzją spodziewanego soboru nie starano się czynić nic, co miałoby charakter definitywnie wrogi przekształceniom zachodzącym w Prusach. Już po wydaniu 6 lipca 1525 r. mandatu reformacyjnego polski król ograniczył się do upominania księcia – siostrzeńca, aby przywrócił w księstwie katolicyzm. Innych kroków wszakże zaniechał. Ordynacja kościelna z grudnia 1525 r. wytworzyła nową rzeczywistość, która wcale nie wyglądała na przejściową.

Po niespełna trzech latach 10 marca 1528 r. książę wydał dokument ostatecznie ustalający granice diecezji ewangelickich w Prusach Książęcych. Tak jak w państwie zakonnym, nadal istniały dwie diecezje: sambijska i pomezańska. Do Kościoła ewangelickiego włączono łącznie 219 parafii do tego czasu katolickich z 638 księżmi. W tej liczbie mieszczą się również parafie będące wcześniej w diecezji warmińskiej, a nad którymi władza administracyjna przeszła w ręce jeszcze krzyżackie w czasie wojen Polski z Zakonem. W ten sposób z diecezji warmińskiej do diecezji pomezańskiej przyłączono m.in. Natangię, Bartoszyce i Pasłęk. Do biskupstwa sambijskiego dołączono Mazury, a w tym m.in. Ełk, Giżycko, Ryn, Węgorzewo, Kętrzyn i Pisz. Kościół ewangelicki mógł się kształtować w jasno określonych ramach terytorialnych, liturgicznych i prawnych.

Mandat z lipca 1525 r. mówił ogólnie o konieczności głoszenia „czystej” Ewangelii – o wyraźnym akcesie do reformacji nie wspomniano, ale sama ta formuła w epoce mówiła właściwie wszystko. Zachowano dotychczasowe świadczenia ludności na rzecz duchownych i przestrzegano przed samozwańczymi kaznodziejami (czyli obawiano się emisariuszy reformacji radykalnej, jak ta, która objawiła się w Niemczech w czasie wojny chłopskiej). Ordynacja sprecyzowała ramy tworzonego Kościoła. Zastąpienie duchownego zalecano świeckiemu patronowi (czyli księciu lub szlachcicowi); wysunięty przez niego kandydat, o ile zyskał aprobatę miejscowych wiernych, mógł być skierowany do biskupa na egzamin teologiczny i po ordynacji uzyskać zatrudnienie w parafii, która go potrzebowała. Czynności kościelne były udzielane nieodpłatnie. Duchownym wiejskim przyznawano 4 łany ziemi i 50 grzywien rocznego wynagrodzenia – ziemię i pieniądze musiało wygospodarować państwo; było możliwe w przepisanym limicie przejęcie ziemi po dawnym plebanie katolickim. Do kościoła należało chodzić w niedziele i w ściśle wymienione święta. W każdej parafii miały powstać kasy biednych, zaopatrywane dochodami z fundacji religijnych oraz datków. Uchwalona razem z Ordynacją i opublikowana wiosną 1526 r. Agenda stworzyła ramy życia liturgicznego. Przede wszystkim zlikwidowano łacinę jako język liturgiczny. Kazania miały być głoszone w językach narodowych, w zależności od miejsca i regionu w grę wchodziły języki niemiecki, polski, pruski i litewski. Zdarzało się, że nabożeństwa o określonych porach były odprawiane w konkretnym języku; często – jeśli ksiądz nie znał wszystkich języków swoich parafian – zatrudniano finansowanych przez państwo tłumaczy. Katecheza opierała się na dawniejszych wzorcach; zmieniło to się dopiero po publikacji Małego Katechizmu Marcina Lutra. Przebieg nabożeństwa wzorowano na liturgicznych pismach M. Lutra.

Podobnie jak w Saksonii, Kościół reformowano poprzez wizytacje parafialne. Rozpoczęły się one wiosną 1526 r. i trwały do 1531 r. Miały one na celu przedstawienie wiernym i księżom dokumentów z 1525 r., przekazanie sołtysom obowiązków dbania o budynki kościelne, wreszcie weryfikację wiedzy religijnej i znajomości zasad dogmatyki ewangelickiej wśród duchownych. Dziesięcina – wzorem średniowiecznym – miała być wypłacana na św. Marcina (tj. 11 listopada). Duchowni nie aprobujący dokonywanych zmian mieli być zwalniani z urzędu i zastępowani sprawdzonymi księżmi ewangelickimi. Podobnie rotacja duchowieństwa mogła mieć miejsce, jeśli ksiądz językowo nie dawał rady, w życiu liturgicznym nie posługując się dominującym lokalnie językiem. Na potrzeby Mazur sprowadzono sporą liczbę księży – zwolenników reformacji z Polski, bowiem mazurski zasób księży był ubogi w duchownych polskojęzycznych. Przyjęcie w Prusach Książęcych Konfesji Augsburskiej już 25 sierpnia 1530 r. symbolicznie wieńczy okres protestantyzacji lokalnego Kościoła.